O Karolinie Lanckorońskiej w dniu Jej urodzin

Victor  Hammer (1882-1945)
Karolina Lanckorońska, 1919
tempera i gwasz na pergaminie, ze złoceniami, nr inw. 8287

O Karolinie Lanckorońskiej w dniu Jej urodzin pisze Joanna Winiewicz-Wolska:

11 sierpnia 1898 roku w Buchberg am Kamp w Dolnej Austrii urodziła się Karolina Lanckorońska, ultima sui generis contessa, jak po latach nazwał ją jej uczeń, profesor Lech Kalinowski. Była córką Karola z Brzezia Lanckorońskiego (1848-1933) i Małgorzaty z książąt Lichnowskich (1863–1957). Dziewięć dni po narodzinach córki szczęśliwy ojciec informował o tym wydarzeniu swego marszanda i przyjaciela Adolpha Bayersdorfera w Monachium: „11 tego miesiąca urodziła mi się silna dziewczynka, którą chcemy nazwać Karla. Ma brązowe włosy, niebieskie oczy i olbrzymi apetyt. Jest za długa i nie mieści się w swoim koszyczku, i myślę, że za 16 lat będę ją pokazywać jako olbrzymkę, za pieniądze, także w Monachium”. Na poły żartobliwy ton skrywa wielką radość.

I rzeczywiście – Karolina, w domu zwana Karlą – stała się „olbrzymką”: duchem, sercem, umysłem.

Ukończyła elitarne wiedeńskie Schotengymansium – szkołę o profilu klasycznym, do której uczęszczał także jej ojciec i brat Antoni. Wychowana w rodzinie, w której „upodobanie do sztuki i zmysł artystyczny były dziedziczne” – jak pisała księżna Nora Fugger, dzieliła z ojcem zainteresowania sztuką. Z jedną różnicą: Karol Lanckoroński był pasjonatem włoskiego Quattrocenta. Karla, otoczona od dziecka dziełami sztuki, upodobała sobie wiek XVI – jej ulubionym artystą był Michał Anioł. Gdy miała 12 lat ojciec zabrał ją do Florencji, gdzie chciał pokazać córce freski Fra Angelica w klasztorze San Marco. Obejrzała je posłusznie, ale swoją pasję odkryła dopiero wówczas, gdy zobaczyła Dawida Michała Anioła we florenckiej Galeria dell’Accademia. Zakupioną wówczas fotografię tej rzeźby miała zawsze na swoim biurku. Sąd Ostateczny Michała Anioła w kaplicy Sykstyńskiej był tematem jej rozprawy doktorskiej, którą obroniła w roku 1926. Doktorat był zwieńczeniem studiów w zakresie historii sztuki, które rozpoczęła jako wolna słuchaczka na Uniwersytecie Wiedeńskim pod kierunkiem zaprzyjaźnionego z ojcem Maxa Dvořáka, po jego śmierci w roku 1921 kontynuowała je u Juliusza von Schlossera. Ojciec, który zapewne w głębi duszy cieszył się, że taki obrała kierunek kształcenia, żartował, że panna z arystokratycznego domu z teczką pod pachą jeździ tramwajem na uniwersyteckie wykłady. Karolina Lanckorońska wspominała, że intelektualne wymagania ojca wobec niej były często przesadne; niemniej wydaje się, że potrafiła im sprostać. W 1922 roku wyjechała po raz pierwszy do Rzymu; przez kilka lat pracowała tam jako bibliotekarka w Stacji Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności, porządkując księgozbiór oraz słynną rozdolską Fototekę, ofiarowaną placówce przez jej ojca. Kontynuowała też pracę naukową. W roku 1934 została członkiem lwowskiego Towarzystwa Badań Historycznych, w październiku tego roku dopuszczono ją do habilitacji. Habilitowała się w roku następnym na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na podstawie rozprawy Dekoracja kościoła del Gesù w Rzymie na tle rozwoju baroku w Rzymie. Była pierwszą kobietą-docentem z zakresu historii sztuki na polskiej uczelni. Stanowisko, na które w pełni zasługiwała, otrzymała dzięki wstawiennictwu prof. Leona hr. Pinińskiego. W poświęconym jej krótkim eseju, opublikowanym w stulecie urodzin, Lech Kalinowski pisał o jej ulubionych obrazach: w Londynie wracała wciąż do Portretu Tytusa Rembrandta w Wallace Collection, do Wieczerzy w Emaus Caravaggia w National Gallery, do rzeźb z Partenonu w British Museum. W Wenecji – do obrazów Tintoretta w Scuola di San Rocco. W Padwie – do fresków Giotta. W Pizie – do dzieł Giovanniego Pisano. Malarstwo Giotta i twórczość Pisanich, a także dzieła Rembrandta były tematem jej wykładów uniwersyteckich we Lwowie w roku akademickim 1938/1939. Nie było jej jednak dane pracować zbyt długo – wojna przerwała świetnie rozwijającą się karierę.

Tragiczny dzień 1 września 1939 roku zastał ją w Rzymie. Niezwłocznie powróciła do Lwowa; na przełomie 1939 i 1940 roku prowadziła jeszcze wykłady na uniwersytecie ukraińskim; w styczniu 1940 złożyła przysięgę jako członek Związku Walki Zbrojnej. W maju 1940, w obawie przed aresztowaniem, uciekła ze Lwowa i przedostała się do Krakowa, gdzie nawiązała konspiracyjne kontakty, wykonując rozkazy Tadeusza Bora-Komorowskiego. W Krakowie rozpoczęła działalność w Radzie Głównej Opiekuńczej (RGO), działającej za zgodą niemieckiego okupanta, niosącej pomoc aresztowanym. Od stycznia do maja 1942 roku pracowała w Stanisławowie jako zarządca komisaryczny RGO dla 17 powiatów Galicji Wschodniej. Jej działalność zaczęła jednak wzbudzać coraz większe podejrzenia okupanta. Aresztowana 12 maja 1942 roku w Kołomyi, była przesłuchiwana w więzieniu w Stanisławowie przez szefa gestapo Hansa Krügera, który nie mógł znieść faktu, że ona – córka Niemki – jest wrogiem Rzeszy. „Polska buta musi zostać złamana” – odgrażał się, wyjawiając jej w napadzie szału, że „Profesorowie Uniwersytetu! Ha, ha, to moje dzieło, moje! Dziś, gdy pani już nie wyjdzie, mogę jej to powiedzieć!”. W ten sposób przyznał się przed skazaną na śmierć, kto stoi za bestialskim wymordowaniem profesorów lwowskich na Wzgórzach Wuleckich w nocy z 3 na 4 lipca 1941 roku. 8 lipca 1942 Karolina Lanckorońska została przewieziona do więzienia we Lwowie przy ul. Łąckiego i tam na ręce Waltera Kutschmanna, jednego z szefów gestapo w Drohobyczu, złożyła obszerny, 14-stronicowy raport dotyczący zbrodni na lwowskich profesorach, obciążający Krügera; jeden egzemplarz trafił do rąk rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, profesora Stanisława Kulczyńskiego (1895-1975). Uniknęła śmierci dzięki wstawiennictwu członków włoskiej dynastii sabaudzkiej u samego Heinricha Himmlera. Pozornie wyrwana ze szponów Krügera, nie odzyskała jednak wolności. Ze Lwowa przewieziono ją do więzienia w Berlinie przy Alexanderplatz, skąd 8 stycznia 1943 trafiła do obozu koncentracyjnego. W Ravensbrück spędziła dwa lata i trzy miesiące. 5 kwietnia 1945, zaledwie miesiąc przed zakończeniem wojny, została zwolniona z obozu dzięki interwencji Carla J. Burckhardta (1891-1974), ówczesnego przewodniczącego Czerwonego Krzyża. Burckhardt, którego znała jeszcze z czasów wiedeńskich, gdy jako attaché poselstwa szwajcarskiego w Wiedniu bywał gościem jej ojca w pałacu przy Jacquingasse 18, interweniował w sprawie jej uwolnienia już pięć dni po aresztowaniu. Pisał do Kaltenbrunnera „w sprawie dr Lanckorońskiej, o której słyszał, że doznała ograniczenia wolności osobistej”– jak elegancko nazwał jej uwięzienie. O ponad dwuletnim pobycie w obozie napisała tuż po uwolnieniu, w krótkim tekście „Souvenirs de Ravensbrück/ Erlebnisse aus Ravensbrück” opublikowanym w „Revue universitaire suisse” (XIX, 1945/1946, nr 2). Po wielu latach, namawiana przez prof. Lecha Kalinowskiego i dr Elżbietę Orman, zdecydowała się na wydanie drukiem Wspomnień wojennych. Pierwsze wydanie książki ukazało się w roku 2001; przetłumaczono ją też na języki: niemiecki (2003) i angielski (2005). Karolina Lanckorońska stała się jedynym polskim świadkiem zbrodni na lwowskich profesorach – w tym charakterze zeznawała przeciw Krügerowi w r. 1967 w Münster, podczas procesu niemieckich oprawców cywilnej ludności Stanisławowa. Hans Krüger nawet nie przypuszczał, że mogła przeżyć wojnę.

„Wysoka, trzymająca się prosto, w postępowaniu bezkompromisowa w każdej dziedzinie i w każdym wymiarze, konsekwentna i stanowcza, arystokratka o zdecydowanie demokratycznych przekonaniach, wyniosła, ale wrażliwa, zawsze gotowa nieść pomoc, wykazując przy tym wielką ofiarność” – tak charakteryzowała Karlę Maria Kulczyńska, żona profesora Stanisława Kulczyńskiego. Te cechy charakteru ujawniły się z całą oczywistością w trudnych latach II wojny światowej, gdy skonfrontowana z hitlerowskim okupantem wykazała niezwykły hart ducha i niesamowitą wręcz odwagę. „Z władzami niemieckimi radziła sobie znakomicie – wspominała Kulczyńska – nie tylko z powodu swojego pochodzenia i świetnej niemczyzny, ale nade wszystko z powodu wyniosłości swej postawy, stanowczości żądań i władczego tonu każdej rozmowy. W postawie jej nie było nic, co mogłoby przypominać, że jest osobą pochodzącą z podbitego narodu, który przegrał wojnę”. W pozbawionej okien celi więzienia w Stanisławowie, wędrowała myślami po znanych jej dobrze galeriach malarstwa: Wiednia, Rzymu, Florencji, Londynu. „Tam – w więziennej ciemnicy – dopiero zrozumiałam, jak obrazy świecą. Długo usiłowałam sobie przypomnieć, który malarz zamykał się w ciemności, by widzieć światło. To był El Greco!”– opowiadała po wojnie.


Do Polski po wojnie wrócić nie mogła – jej „mała ojczyzna”, ukochany Lwów i majątek Komarno, znalazły się po drugiej stronie granicy. W Austrii, o której wówczas jeszcze nie było wiadomo, czy uwolni się spod radzieckiej dominacji, zamieszkać nie chciała. Już w roku 1945 dostała propozycję objęcia katedry historii sztuki na uniwersytecie w szwajcarskim Fryburgu. Mimo odziedziczonego po ojcu „imperatywu kształcenia wszystkich, którzy znaleźli się w jej zasięgu” – jak wspominał Lech Kalinowski, odmówiła, gdyż chciała uczyć Polaków. Jako oficer prasowy 2 Korpusu armii gen. Władysława Andersa zajęła się organizacją studiów dla polskich żołnierzy. W stolicy Włoch osiadła na stałe; zamieszkała w Rzymie przy via Virginio Orsini 19. Z okien swojego gabinetu widziała kopułę Bazyliki św. Piotra, na regale obok fotela stał blaszany kubek, który zabrała z Ravensbrück. Polski paszport otrzymała dopiero w r. 1989 – czując się Polką, po II wojnie światowej nie chciała przyjąć obywatelstwa żadnego kraju.
W listopadzie 1945 podpisała – wraz z ks. prałatem Walerianem Meysztowiczem – akt założycielski Polskiego Instytutu Historycznego w Rzymie. Instytut zajmował się przede wszystkim wydawanie m źródeł dotyczących historii Polski, znajdujących się w archiwach zagranicznych. W roku 1967 utworzyła wraz z bratem Antonim Fundację Lanckorońskich, przeznaczając na ten cel rodzinny majątek. Za cel postawiła sobie finansowanie badań naukowych, rozdzielanie stypendiów, umożliwiających polskim badaczom pobyty za granicą, co miało fundamentalne znaczenie w trudnych dla Polski czasach socjalizmu.

Karolina Lanckorońska wychowała się wśród dzieł sztuki, wypełniających wiedeński pałac przy Jacquingasse 18 aż po sufit. Nie lubiła zresztą tego domu-muzeum. Maria Kulczyńska pisała: „Marzyła o ciepłym mieszkaniu ze stołem, nad którym wisi jasno świecąca lampa. Wyobrażała sobie kochającą, szczęśliwą, wielodzietną rodzinę, spędzającą intymne wieczory pod tą lampą. A ją od młodości zmuszały okoliczności do uczestniczenia w kolacjach na dworze Habsburgów, do premier w operze, co sprawiało jej szczególną przykrość, gdyż była absolutnie pozbawiona słuchu – i do jeżdżenia konno”. Przez siedem miesięcy w roku czekała niecierpliwie na upragnione pięć miesięcy w Rozdole. Z tym miejscem są związane jej najcieplejsze wspomnienia. Tam obchodziła wspólne z ojcem imieniny – z tej okazji krzesła dwojga solenizantów w jadalni były udekorowane kwiatami. Atmosferę rozdolskich wakacji doskonale uchwycił Jacek Malczewski w swoich scenkach rodzajowych – rysunki artysty to część daru Karoliny Lanckorońskiej dla Zamku Królewskiego na Wawelu.
Rodziny ostatecznie nie założyła. Uważała, że zarówno rodzina, jak i nauka wymagają bezwzględnego poświęcenia i pogodzić się nie dadzą. Wybrała naukę. Pracując już na lwowskim uniwersytecie mieszkała w „spartańskich” warunkach: kawalerce – kilkupokojowej, urządzonej oszczędnie… włoskimi ławami i stołami, nie młodszymi, niż z XVI wieku – wspominała Maria Kulczyńska.
A swój wiedeński dom Karolina Lanckorońska tak opisywała: „Chodziło o umieszczenie dużej kolekcji, przede wszystkim obrazów, lecz również rzeźb, porcelany, fajansów i tkanin.– wspominała po latach. Dużą rolę grała reprezentacja i życie towarzyskie – o wiele mniejszą strona praktyczna. Tak powstał dom, w którym nawet dla samej kolekcji było za mało miejsca. Do mieszkania były przeznaczone dwa partamenty dla pana domu i jego małżonki, na dwóch piętrach, połączone wewnętrznymi schodami. Przy każdym była łazienka z basenem zamiast wanny. Dla dzieci, których ojciec pragnął mieć dużo, przeznaczono dwa niewielkie pokoje bez łazienki (…). Cały dom był napełniony i przepełniony obrazami i obiektami przeróżnej wartości (…). W górnej części [hallu] nad galerią stały i wisiały rzeczy przeróżne: między innymi duże, przywiezione z Indii rzeźbione okno, a obok niego portret francuski en pied, wielkości naturalnej, przedstawiający jedną z córek – nie pamiętam już, którą – Ludwika XV. Ten portret przyjechał z Paryża do Warszawy jako propozycja małżeństwa dla Stanisława Augusta (…). Na klatce schodowej aż pod sufit wisiały obrazy z XIX wieku, głównie szkoły monachijskiej. Gdy o tym dziś myślę, widzę podobieństwo tego wielopiętrowego zestawu dzieł sztuki do olbrzymiej kolekcji znaczków pocztowych, kryjącej pojedyncze perły. W takim domu, „nabitym” bardzo cennymi i mniej cennymi przedmiotami się wychowałam”.
Karolina Lanckorońska mówiła i pisała piękną, bogatą, literacką polszczyzną, mimo, że z matką rozmawiała po niemiecku, a z ojcem po francusku i angielsku. Profesor Jerzy Wyrozumski wspominał, że jej polszczyzna nie miała „nalotu językowego obcego, nie brakowało jej wyrazów obiegowych ani polonizmów fachowych, choć ponad 3 /4 swojego życia spędziła poza Polską”. Jej guwernantki – zwłaszcza Eleonora Rzeszotko (żona Zdzisława Krudzielskiego) – zapoznały ją tak z językiem, jak też historią Polski i literaturą polską, którą namiętnie czytywała nocami, pod kołdrą.

Karolina Lanckorońska przeżyła całe XX stulecie. Zmarła 25 sierpnia 2002 w Rzymie, została pochowana na cmentarzu Campo Verano. Ani ona, ani jej siostra Adelajda, ani brat Antoni nie założyli rodziny. Ród wygasł. Pozostała kolekcja – część ogromnych zbiorów rodzinnych, gromadzonych od kilku pokoleń. „Po wojnie tak brat mój jak później ja byliśmy zmuszeni sprzedać część zbiorów” – wspominała Karolina Lanckorońska. Majątek rodzinny przeznaczyła – jak pisał Mieczysław Paszkiewicz – „na cele publiczne”. Na utrzymanie fundacji, wydawanie źródeł do dziejów Polski, na ratowanie polskich instytucji kulturalnych za granicą, na stypendia, na książki dla polskich bibliotek. I to ona – po wahaniach, za namową m.in. Lecha Kalinowskiego – podjęła decyzję o przekazaniu tego, co pozostało z rodzinnej kolekcji, zdziesiątkowanym przez niemieckiego okupanta polskim instytucjom kulturalnym. „Nie śniło mi się w najśmielszych marzeniach mojego długiego życia, że mi jeszcze będzie dane napisać ten list. Składam dar w hołdzie Rzeczpospolitej Wolnej i Niepodległej”, napisała w liście do ówczesnego Prezydenta Rzeczypospolitej we wrześniu 1994, gdy przekazywała do Polski dzieła sztuki, które przez blisko 50 lat zdobiły pałac jej ojca przy Jacquingasse 18 w Wiedniu. Wierna rodowej dewizie: „flammans pro recto” – „płonąć dla słuszności”.

Źródła cytatów:
O Karolinie Lanckorońskiej pisałam dwukrotnie. Obszerny biogram, opracowany dla: Ziemianie polscy XX wieku. Słownik biograficzny cz. 11”, red. T. Epsztein, Warszawa 2016
(http://pther.net/PDF/Ziemianie%20XX%20wieku/Ziemianie%20XX%20wieku%2011.pdf) jest zamieszczony także na stronie www Fundacji Lanckorońskich. Referat, zatytułowany Karol Lanckoroński – „ostatni humanista wśród europejskiej arystokracji” i Jego Córka – „professoressa Karla” wygłosiłam (w języku niemieckim) w Stacji Naukowej PAN w Wiedniu w ramach tzw. „Dnia Otwartych Drzwi” 22 czerwca 2013 roku.
Kalinowski Lech, Flammans pro recto, „Folia HistoriaeArtium”, seria nowa, z. 4, 1998, s. 9-12
Kalinowski Lech, Karla [w:] Artysta i Jego Mecenas. Nieznane rysunki Jacka Malczewskiego ze zbiorów Lanckorońskich, red. Teresa Leśniak, Galeria Międzynarodowego Centrum Kultury, Kraków 1995, s. 5-9 [przedruk z „Tygodnika Powszechnego” 1989, nr 2]
Kalinowski Lech, Karla a sztuka renesansu [w:] Donatorce w hołdzie. Katalog wystawy odnowionych obrazów i rodzinnych pamiątek z daru Karoliny Lanckorońskiej, Zamek Królewski na Wawelu, red. K. Kuczman, J.T.Petrus, M.Podlodowska-Reklewska,Kraków 1998, s. 10-15
Kalinowski Lech, Virgo militans. Na pożegnanie Karli Lanckorońskiej 25 sierpnia 2002 roku, „Tygodnik Powszechny”, nr 36, 8 IX 2002; http://www.tygodnik.com.pl/numer/277436/kalinow.html
Kulczyńska Maria, Raport Karli Lanckorońskiej, „Odra”, nr 4, 1977, s. 3-11

Lanckorońska Karolina, Energiczna pedagogia, „Dziennik Polski” (Londyn), nr 248, 18 X 1989, s. 4 Dekada Literacka,
Lanckorońska Karolina, Wiedeń; brulion artykułu dla „Tygodnika Powszechnego”; Archiwum PAN i PAU w Krakowie, K III-150
Lanckorońska Karolina, Wspomnienia wojenne 22 IX 1939 – 5 IV 1945, wstęp: E. Orman, L. Kalinowski, Kraków 2001 (wyd. II 2007)
Łysakowski Piotr, Mord na lwowskich profesorach – lipiec 1941 r. „Dzieje Najnowsze” XLIV, 2012, s. 71-92 (https://rcin.org.pl/Content/48187/WA303_65038_A507-DN-R-44-3_Lysakowski.pdf)
Paszkiewicz Mieczysław, Flammans pro recto, „Gazeta Niedzielna” (Londyn), 30 VIII 1998, s. 5-6
Winiewicz-Wolska Joanna, Karol Lanckoroński i jego wiedeńskie zbiory, Kraków 2010
Wyrozumski Jerzy, Karoliny Lanckorońskiej wkład do badań nad historią Polski, Polska Akademia Umiejętności, Prace Komisji Historii Sztuki, t. VI, 2004, s. 67-79