Najpiękniejsze: Bielenie płótna

Jan van Kessel (1641/1642-1679),  Bielenie płótna, nr inw. 1780. Poch.: ze zbiorów Sapiehów w Dereczynie.

W malarstwie holenderskim XVII wieku dokonało się przejście od pejzażu nazwanego kosmicznym, zapoczątkowanego w twórczości flamandzkiego artysty Joachima Patinira, do  krajobrazu realistycznego.  Pejzaż flamandzki miał charakter widoku uniwersalnego, był widokiem abstrakcyjnym, niezwiązanym z konkretnym miejscem. Nie odzwierciedlał  rzeczywistego wyglądu przedstawianych okolic – malarz konstruował go z elementów istniejących w naturze, takich jak rzeki, góry, równiny, wybrzeża morskie, miasta, zamki. Pejzaż holenderski wieku XVII natomiast „opisywał” miejsca realnie istniejące, a odwzorowując ich topografię i charakterystyczne cechy, ułatwiał ich identyfikację. Dominował w nim ład, spokój, emanował poczuciem godności i dumy z ekonomicznej prosperity formującego się społeczeństwa, możliwej dzięki  uzyskaniu niezależności politycznej młodej Republiki Zjednoczonych Prowincji, która w roku 1648 ostatecznie uwolniła się od dominacji hiszpańskich Habsburgów. Ale „proste naśladowanie natury”, które – jak sądzono w wieku XVIII i XIX – było specyficzną cechą XVII-wiecznego malarstwa holenderskiego, nie wyczerpuje charakterystyki twórczości pejzażystów tworzących w północnych Niderlandach. Widoki morskich wybrzeży i piaszczystych wydm, budowli miejskich, wiejskich zagród i zajazdów, szerokie panoramy pól poprzecinanych kanałami – to istotnie  malarstwo adresowane do szerokich rzesz odbiorców, rozpoznających na obrazach miejsca dobrze znane i oswojone, ale też umiejących dostrzec realizm „pozorny”, symbolikę ukrytą w scenach z życia codziennego, w wyobrażeniach zwykłych przedmiotów i rodzimego krajobrazu.

Dobrym tego przykładem jest wawelskie „Bielenie płótna”. Obraz, oznaczony fałszywą, słabo zresztą czytelną,  sygnaturą Jacoba van Ruisdaela, jednego z najsłynniejszych pejzażystów holenderskich 2. połowy XVII wieku, został namalowany najprawdopodobniej przez jego ucznia i naśladowcę, Jana van Kessel. Jest to panoramiczny widok zielonych łąk, na których odcinają się pasy bielejącego w słońcu płótna. Punkt obserwacji jest usytuowany w prawym dolnym rogu, nieco ponad miejscem, gdzie na piaszczystej wydmie malarz ukazał myśliwego z psem i towarzyszącego mu mężczyznę. Budowla, zaznaczona schematycznie na  horyzoncie, wykreślonym w 1/3 wysokości obrazu, przypomina sylwetę Groote Kerk (kościoła św. Bawona) w Haarlemie. Obraz nawiązuje do malowanych przez Jacoba van Ruisdaela w latach 1660-1675 widoków okolic Haarlemu z charakterystycznymi pasami rozpostartego na polach płótna. Z około 45 znanych dziś i łączonych z jego nazwiskiem  panoram tego miasta, zwanych „haarlempjes” (małe widoki Haarlemu), osiemnaście przedstawia właśnie bielenie lnu. I nie jest to przypadek –  była to bowiem gałąź działalności gospodarczej przynosząca miastu nie tylko międzynarodową sławę, lecz także konkretne ekonomiczne korzyści. Obrazy te, malowane zapewne na zamówienie lokalnych zleceniodawców, podkreślały sukces nie tylko rodzimego przemysłu, były także wyrazem dumy z osiągnięć zarówno lokalnej społeczności, jak też sukcesów gospodarczych młodej republiki.

Lniane płótno, bielone w okolicach Haarlemu, pochodziło z Flandrii, północnej Francji, z miast niemieckich, a także z terenów ówczesnej Rzeczypospolitej. Poddane czasochłonnemu procesowi bielenia, eksportowane było następnie – już jako produkt holenderski – do innych europejskich miast.  Toiles de Hollande  (holenderskie płótna), z których wykonywano znane nam z obrazów śnieżnobiałe obrusy, sztywne krezy, kołnierze i czepce holenderskich patrycjuszek – znane było ze swej wysokiej jakości w całej ówczesnej Europie. Z Gdańska wysyłano do Holandii potaż – produkt wytwarzany z popiołu drzewnego, konieczny w procesie bielenia lnu. Opis tego procesu przekazał nam John Locke w swojej relacji z Holandii w roku 1684. Len, poddawany działaniu wody z dodatkiem mydła, ługowaniu, był następnie moczony w maślance, suszony i od nowa polewany wodą. Procesowi temu, trwającemu od trzech do czterech miesięcy, sprzyjały korzystne warunki naturalne okolic Haarlemu – pas piaszczystych wydm, filtrowana przez piasek woda zasobna w mangan i żelazo, żyzne łąki niezbędne do  hodowli krów i produkcji mleka, z którego pochodziła maślanka. Nie bez znaczenia była też sytuacja polityczna Holandii, gdzie osiedlali się emigranci uciekający z Flandrii w latach 1567-1585 po prześladowaniach księcia Alby i zdobyciu Antwerpii przez Alessandra Farnese oraz po  wojnie francusko-hiszpańskiej w roku 1630.  Holandia przejmowała słynne tradycje flamandzkiego tkactwa. 

Zielone pola pokryte śnieżnobiałymi płatami bielejącego w słońcu płótna opisywano w literaturze holenderskiej już na początku XVII wieku. Malował je nie tylko Jacob van Ruisdael i Jan van Kessel, spotykamy je w twórczości Jana Vermeera van Haarlem, a także Rembrandta. W odróżnieniu od malarzy flamandzkich, podejmujących tę samą tematykę – Jana I Brueghela, a zwłaszcza  Davida II Teniersa, który chętnie ukazywał liczne sylwetki ludzi krzątających się wśród rozłożonych połaci lnu – kompozycje te pozbawione są w zasadzie sztafażu figuralnego. Niewykluczone, że pewną rolę odegrała tu także symbolika bieli jako koloru czystości, w chrześcijańskiej interpretacji symbol duszy, wyzwolonej z grzechu.