#zapytajkustosza „Nie tylko Bruegel i Rubens. Malarstwo Niderlandów na Wawelu”

Dzień dobry! Chciałbym zapytać, czy ryba, która jest przedstawiona na obrazie nawiązuje do jakiejś historii lub coś symbolizuje? Pozdrawiam i dziękuję

Tak, „wielka ryba” jest opisana w starotestamentowej Księdze Jonasza (1,3). Prorok Jonasz, który z woli Boga miał napominać grzesznych mieszkańców Niniwy, sprzeniewierzył się jego woli i sądził, że ucieknie przed Bogiem. Wsiadł na statek do Tarszisz, lecz Bóg zesłał burzę morską. Jonasz wiedząc, że to kara za jego nieposłuszeństwo, by ocalić załogę statku kazał się wyrzucić za burtę i został połknięty przez „wielką rybę”, która w malarstwie jest podobna zwykle do wieloryba. Mieszkańcy Niderlandów mieli okazję oglądać wieloryby wyrzucone na brzeg – zawsze była to sensacja, gromadząca wielu ciekawskich. O takim wydarzeniu wspominał Albrecht Dürer w swoim dzienniku podróży do Niderlandów w 1521 roku – zamierzał udać się do Zierikzee (dzisiejsza Holandia), żeby zobaczyć takiego wieloryba. Wieloryb w ikonografii chrześcijańskiej jest czasem identyfikowany z diabłem. Historia Jonasza w interpretacji Ewangelisty Mateusza to prefiguracja śmierci, zstąpienia do otchłani i zmartwychwstania Chrystusa. Jonasz spędził w brzuchu ryby trzy dni (jak Chrystus w otchłani), po czym, uznawszy swój błąd, został wyrzucony na brzeg – Jahwe darował mu karę. 

Chciałbym zapytać o sposób gromadzenia kolekcji. Czy to prawda, że niektóre obrazy były przekazywane w testamentach darczyńców

Tak, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Jerzy Mycielski (zm. 1928) zapisał Wawelowi w testamencie swoją kolekcję obrazów. Testament sporządził w 1928 roku; obrazy przekazano w roku następnym.

Profesor Leon Piniński (zm. 1938) przekazał swoją kolekcję w ramach Fundacji – nazywała się Fundacja Wawelska im. Leona hr. Pinińskiego i została utworzona w 1931 roku. Obrazy przekazywał na Wawel stopniowo, począwszy od lat dwudziestych XX wieku do roku 1935. Pojedyncze obrazy to dary osób prywatnych – zarówno sprzed II wojny światowej, jak też powojenne, jak dary Juliana Godlewskiego. Wielkim i cennym darem dla Wawelu jest dar prof. Karoliny Lanckorońskiej (zm. 2002) z 1994 roku – łącznie 87 obrazów, w większości są to obrazy włoskie. Obrazy (a także inne dzieła sztuki) podarowała Krystyna Czapska w 2001 roku –  część za życia, część to jej zapis testamentowy z 2003 roku.

Jaka jest historia portretu Władysława IV? Jak to się stało, że króla mógł sportretować sam Rubens?

Portret królewicza Władysława Zygmunta Wazy (późniejszego króla Władysława IV) powstał podczas europejskiej podróży królewicza, który odwiedził Niderlandy Południowe we wrześniu 1624 roku. Na prośbę namiestniczki Niderlandów, Izabeli Klary Eugenii (która była jego ciotką), pozował Rubensowi do portretu. Z Rubensem spotkał się w Brukseli, zwiedzał jego pracownię w Antwerpii. Zresztą odwiedziny w atelier najsłynniejszego wówczas malarza europejskiego, należały do stałych punktów wizyty prominentnych podróżników. Rubens był nie tylko malarzem, który prowadził wielką pracownię – był dyplomatą, kolekcjonerem, należał do ówczesnej elity. Stąd też jego atelier było często odwiedzane (antwerpski dom Rubensa to dziś muzeum). Portret polskiego królewicza, który Rubens wówczas namalował, był przeznaczony do pałacu arcyksiążęcego na Coudenbergu w Brukseli. Tam najprawdopodobniej spłonął podczas pożaru w 1731. Obraz wawelski jest jego warsztatowym powtórzeniem, namalowanym z udziałem samego Rubensa. W wieku XVIII i XIX znajdował się w kolekcjach brytyjskich, potem był własnością Henry’ego Osborne’a Havemeyera w Nowym Jorku. Przez jego spadkobierców został podarowany Metropolitan Museum of Art, a w 1976 roku wypożyczony na wystawę „Sztuka dworu Wazów” w Zamku Królewskim na Wawelu. Od tamtego roku pozostawał na Wawelu jako depozyt nowojorskiego muzeum, które podarowało nam portret w grudniu 2020 roku.

Który z niderlandzkich obrazów należących do Wawelu wydaje się Pani najcenniejszy i dlaczego?

Jeśli bierzemy pod uwagę wartość materialną, byłby to zapewne Portret królewicza Władysława Zygmunta Wazy, namalowany w warsztacie Rubensa, zapewne z jego udziałem. Obraz jest cenny także z uwagi na jego znaczenie historyczne, także jako wizerunek polskiego króla oraz dowód jego kontaktów z najsłynniejszym wówczas malarzem. Jeśli chodzi o wartość artystyczną – to, być może, Święta Rodzina Jana van Hemessena, ponieważ jest to najlepsza z kilku znanych wersji tej kompozycji. Cennym obrazem jest także Vanitas – putto z czaszką i klepsydrą  Bartholomaeusa Sprangera – wyjątkowa kompozycja w całym znanym dorobku tego artysty – Spranger malował głównie obrazy o tematyce mitologicznej, a jego najbardziej znamienitym zleceniodawcą był cesarz Rudolf II Habsburg.

Czy są plany powiększenia zbiorów wawelskich o kolejne obrazy pochodzenia niderlandzkiego? 

Oczywiście! Proszę uważnie śledzić, co się będzie działo na Wawelu w najbliższym czasie.

Skąd wziął się pomysł na taką wystawę? Jak wyglądało przygotowanie koncepcji i dalsze prace nad wystawą? 

Obrazy, które pokazujemy na wystawie, stanowiły jeden z elementów aranżacji wnętrz. Ponieważ teraz na Wawelu – w części sal – trwa remont, nie chcieliśmy kolekcji chować do magazynu, lecz pokazać ją w innym kontekście: jako zwarty zespół, reprezentujący konkretne środowisko artystyczne w określonym czasie: sztukę Antwerpii w wieku XVI i pierwszej ćwierci wieku XVII. Okazją jest też publikacja katalogu malarstwa niderlandzkiego i flamandzkiego w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu – jest bowiem utrwalonym zwyczajem, że publikacji katalogów naukowych towarzyszy wystawa tych dzieł sztuki, które katalog omawia. Tak jest też w tym przypadku, ale nie wszystkie obrazy uwzględnione w katalogu są eksponowane na wystawie – jest to ich reprezentatywny wybór. Do 26 dzieł z kolekcji Wawelu dołączyły obrazy pochodzące z tego samego okresu i tego samego środowiska artystycznego, stanowiące własność Muzeum Narodowego w Gdańsku. Muzeum jest współorganizatorem wystawy, a dr Beata Purc-Stępniak i dr Franciszek Skibiński –współtwórcami jej koncepcji.

Czy szczegółowe badania i analizy tryptyku „Sąd Ostateczny” z kręgu Boscha definitywnie się zakończyły?

Zakończył się etap badawczy, który był związany z konserwacją obrazu, czyli wszystkie badania i analizy, które były przewidywane w programie konserwatorskim. Pozostało zaprojektowanie nowej ramy. Nie są przewidywane dalsze badania.

Czy podobrazie dzieła zostało wydatowane metodą dendrochronologiczną?

Tak, obraz – tak jak przypuszczaliśmy na podstawie analizy stylistycznej i wiedzy na temat naśladownictw Hieronymusa Boscha w XVI wieku, powstał około połowy XVI stulecia.

Czy atrybucja sugerująca naśladowcę jest ostateczna?

Nie jest to z całą pewnością dzieło samego Boscha. Na obrazie można rozpoznać co najmniej dwie ręce – zapewne dwóch malarzy miało udział w powstaniu dzieła, a obraz jest kompozycją, której autor (autorzy?) wykorzystał dwa obrazy Boscha: „Tryptyk rozkoszy ziemskich” oraz „Siedem grzechów głównych” – oba w Museo del Prado w Madrycie (z tym, że ten drugi obraz, w świetle ostatnich badań, przeprowadzonych przez zespół badaczy w ramach „Bosch Research and Conservation Project” nie jest zapewne dziełem samego Boscha; więcej na http://boschproject.org/old_index.html# ). Większość prac naśladowców tego słynnego malarza nie została przypisana konkretnemu artyście. Przypadki, kiedy wiadomo, kto namalował obraz będący naśladownictwem kompozycji Boscha lub posłużył się zestawem motywów przejętych z jego obrazów, zestawiając je w nową całość (jak na „Sądzie Ostatecznym” w zbiorach wawelskich), są rzadkie; należy do nich np. kompozycja Marcellusa Coffermansa (do obejrzenia na: https://rkd.nl/en/explore/images/12229 ).

Czy portret królewicza Władysława Wazy z daru Metropolitan Museum jest dziełem wyłacznie warsztatowym, czy też powstał przy częśiowym udziale samego Rubensa?

Obraz powstał w warsztacie Rubensa, zapewne z udziałem samego mistrza. Kompozycja zdradza pewne niedoskonałości, które Rubensowi zdarzyć się nie powinny. Jak wyglądał nieistniejący oryginał portretu polskiego królewicza, możemy sie domyślać na podstawie grafiki Paulusa Pontiusa, wykonanej w oparciu o portret, namalowany przez Rubensa dla namiestniczki Niderlandów Izabeli Klary Eugenii (egzemplarz sztychu w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku: https://www.metmuseum.org/art/collection/search/771637 ).

Czy jest możliwość oszacowania, w jakim procencie taki ewentualny udział był pracą mistrza?

Obraz zostanie niedługo poddany konserwacji – wówczas zobaczymy, które partie można łączyć z Rubensem, a które zlecił swoim uczniom. Lewa część obrazu: prawa ręka, linia kaftana z tej strony, lewe ramię – to nie są fragmenty malowane przez Rubensa. Mistrz przyłożył swój pędzel zapewne w partii twarzy.

Czy jest w zbiorze malarstwa niderlandzkiego i flamandzkiego jakieś dzieło, które rokuje nadzieje na ewentualne przypisanie znanemu artyście po przeprowadzeniu specjalistycznych badań i analiz? 

Takim obrazem jest „Alegoria Caritas” – obraz anonimowego (jak dotąd) artysty, datowany hipotetycznie na 2.-3. ćwierć XVI wieku. Jego klasa artystyczna wskazuje, że namalował go malarz wybitny. Kto? Na razie nie wiadomo. Nie zawsze jednak specjalistyczne badania fizyko-chemiczne doprowadzają do określenia warsztatu czy wyłonienia nazwiska artysty. Precyzują one datowanie, pomagają w ustaleniu środowiska artystycznego – konieczna jest jednak szeroka analiza porównawcza stylu i sposobu malowania, a także ikonografii. Często pomaga rozległa wiedza humanistyczna…       

Ja mam pytanie: co tu się dzieje? Tzn. na obrazie o widzę szubienicę, wielką rybę i tłum ludzi, ogólnie klimat jak u Beksińskiego.

To jest wizja Piekła – grzesznicy są konfrontowani ze swoimi grzechami. Przy dokładniejszej analizie kolejnych elementów kompozycji widzimy, jakie grzechy prowadzą do piekła: są to m.in. hazard, pycha, chciwość, obżarstwo, rozpusta. Koncept Boscha, który ukazał instrumenty muzyczne jako narzędzia tortur nie został do końca wyjaśniony – chodzi tu najprawdopodobniej o muzykę jako rozrywkę grzeszników (tak jest w Księdze Hioba, 21,12).

Niektóre motywy – jak np. olbrzymi ptak pożerający ludzi, którzy – przetrawieni – wpadają do czeluści, to motyw zaczerpnięty z Visio Tundali (Tungdali) – spisanej przez mnicha Marcusa z Ratyzbony w XII wieku opowieści rycerza Tondalusa (Tundala), którego Anioł Stróż zaprowadził w zaświaty, gdy rycerz stracił przytomność. Wizja Piekła, które Tondalus oglądał, miała go zawrócić z drogi grzechu. Taka była zapewne rola dzieła Boscha – wizja Piekła miała stanowić przestrogę dla grzeszników. Pamiętać jednak należy, że takie ujęcie, jakie widzimy na obrazie wawelskim, to pomysł naśladowcy Boscha – nasz obraz jest bowiem swobodnym zestawieniem motywów, które u Boscha występują na jednym skrzydle, prawym, tryptyku „Ogród rozkoszy ziemskich” w Museo del Prado w Madrycie.

dr Joanna Winiewicz-Wolska, kuratorka wystawy „Nie tylko Bruegel i Rubens. Malarstwo Niderlandów na Wawelu”